Dołącz na facebooku:

Co musisz zapamiętać jeśli chodzi o komedię: Jeśli się zgina, to jest zabawnie. Jeśli pęka, to już nie jest zabawnie.
- Lester, Zbrodnie i wykroczenia

wtorek, 1 stycznia 2013

Podsumowanie roku 2012. Najlepszy polski film


Ale czy w ogóle warto szukać najlepszego tytułu wśród polskich filmów?

To jest jak wybieranie dobrych mandarynek w TESCO - szanse są bliskie zeru. No ale próbujemy wybrać: pierwsza niedojrzała  - Kac Wawa, druga zgnieciona - Sztos 2, trzecia spleśniała - Bitwa pod Wiedniem, w czwartą ktoś włożył palec - Big Love. Przewracasz kilkanaście kolejnych - to samo. I bądź tu mądry człowieku. Już masz zamiar odejść od stoiska, ale nagle Twój wzrok przykuwa te jedna jedyna, czysta, zdrowa, w nienaruszonym wręcz stanie. Wybija się spośród tłumu i próbuje walczyć o honor gatunku.

Tak jest drodzy Państwo. Ten film to "Róża" Wojtka Smarzowskiego. Zostawia daleko w tyle konkurencję. Ma zdecydowanie więcej argumentów nie tylko od wymienionych wyżej tytułów, ale też zgniata filmy o sporych ambicjach (Obława, Pokłosie).


Krótko o fabule: akcja filmu rozgrywa się na Mazurach, tuż po II wojnie światowej. Tadeusz (Marcin Dorociński), były żołnierz AK, dociera na poniemieckie ziemie w celu ułożenia sobie życia na nowo. Poznaje tam tytułową Różę (Agata Kulesza), kobietę doświadczoną przez życie nie mniej niż on sam. Ona wyświadcza mu przysługę ofiarując mu schronienie, on odwdzięcza się rozminowując pole. Mimo chłodnej początkowo relacji, pod płaszczem nieszczerości rodzi się uczucie. Bolesne momenty odkrywania prawdy o nich samych są tylko punktem wyjścia do dramatycznych sytuacji, z jakimi będą musieli się wspólnie zmierzyć.

"Róża" to dopiero czwarty (po "Małżowinie", "Weselu" i "Domu złym") film w reżyserii Smarzowskiego. Kolejny równie udany, zaskakująco solidny i rewelacyjny warsztatowo obraz.

Co ciekawe za sprawą Michała Szczerbica (wcześniej Smarzowski sam pisał scenariusze do swoich filmów) mamy do czynienia z nową jakością serwowaną przez reżysera. Porzuca on zbudowaną na poprzednich tytułach stylistykę, kontynuując jednak formę nieubłagalnego stopniowania emocji, a w efekcie uderzającej siły przekazu. Tym razem niebagatelną rolę odgrywa tutaj tło historyczne. To zastane warunki decydują głównie o losie bohaterów. Ich wyborem jest obrona przed światem zewnętrznym, bądź jej brak. Drugim elementem, do którego Smarzowski nie zdążył nas przyzwyczaić jest położenie największego nacisku na relacje między kobietą a mężczyzną. To uczucie gra tutaj pierwsze skrzypce, jednak całość przedstawiona jest w taki sposób, że widz ani przez moment nie odnosi wrażenia, że ogląda jakiś ckliwy melodramat.
Postacią wiodącą dla fabuły jest oczywiście Tadeusz, jednak jeżeli oceniać grę aktorską można dopatrzeć się dwóch rzeczy. Dorociński gra jak zwykle świetnie, jednak jego bohater jest konsekwentny w swoich poczynaniach od początku do końca. Jego łuk przemiany nie zmienia się więc wyraźnie w trakcie trwania filmu. Róży jest zdecydowanie trudniej dostosować się do zaistniałych warunków. Szczerbic napisał tą postać nieco lepiej, a to pozwoliło Kuleszy wznieść się na wyżyny swojego talentu aktorskiego i stworzyć kreację, która swoim brutalnym realizmem wstrząsa mną po dzień dzisiejszy (mino, że film widziałem w okolicach marca!).

Kilka słów jeszcze o stronie technicznej. Zdjęcia oraz montaż nie są tak dynamiczne jak w poprzednich filmach Smarzowskiego. Mamy tu głównie do czynienia z płynnym ruchem kamery, ujęcia są statycznie uporządkowane, montaż wtłoczony w film, niemal niezauważalny. Film mimo całej swojej brutalności prowadzony jest spokojnie, usypia uwagę widza. Zabieg ten jest szczególnie mocno odczuwalny przy końcu filmu, przez co ostateczne przeżycia są jeszcze silniejsze. W kwestii muzyki reżyser pozostaje konsekwentny. I nie mam na myśli powielania schematów, bo i na tym polu udaje mu się zaskoczyć widza. Muzyki w filmie nie ma za wiele, ale tam gdzie się pojawia z impetem wwierca się w uszy przewrotnie komentując rozgrywane sceny.

Smarzowski ciągle podtrzymuje nadzieję na wybudzenie się wreszcie z przytłaczającego marazmu polskiej kinematografii. Surowość obrazu, skrajny realizm przedstawianej fabuły, konsekwentne prowadzenie aktorów, to elementy składowe działa wystawionego przeciw współczesnym tendencjom. Fakt, walka jest nierówna, ale z pewnością nie skazana z góry na niepowodzenie. Dopóki podejmuje się próbę nie przegrywa się. Dlatego Panie Wojtku, walcz Pan do końca!


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

O mnie